Opowiem ci o zbrodni

o 22:00
17 października
Więcej
< Artykuły

Wojciech Chmielarz - "Portret kobiety nad brzegiem morza"

Fragment opowiadania Wojciecha Chmielarza pt. "Portret kobiety nad brzegiem morza":

Mężczyzna zatrzymał samochód. Wysiadł z auta. Rozprostował kości, przeciągając się w jedną i drugą stronę. Później otworzył bramę i wjechał na teren posesji. Wyskoczył z wozu i pobiegł dookoła pojazdu. Chciał jej otworzyć. Niemal natychmiast zza budynku wybiegło kilku ubranych na czarno mężczyzn. Dojrzał w ich dłoniach broń. Przestraszył się. Pomyślał, że to napad. Chciał krzyknąć, ale w tym samym momencie jeden z napastników odepchnął go na bok. Przytrzymał. Dojrzał na kamizelce kuloodpornej kolejnego mężczyzny wyraźny napis „Policja”. Poczuł ulgę. Ale na krótko. Coś było nie tak. Zdenerwowanie wróciło. – Co tu się dzieje? – zapytał. Pilnujący go funkcjonariusz nie odpowiedział. Spod kominiarki błyszczały tylko jego skupione, zimne, zielone oczy. – Co tu się dzieje?! – powtórzył głośniej mężczyzna. Pozostali policjanci otoczyli samochód. Otworzyli drzwi. Mówili coś do siedzącej w środku, pobladłej kobiety. Jeden z nich krzyknął. Drugi uderzył w drzwi pojazdu. – Ej! Nie rób tak! Spokojnie! – krzyknął mężczyzna. Spróbował zrobić krok w stronę auta, ale pilnujący go funkcjonariusz przytrzymał go i pokręcił ostrzegawczo głową. Kobieta powoli wysiadła. Odwróciła się tyłem do policjantów. Jeden z nich zapiął jej stalowe kajdanki na przegubach. Mężczyzna poczuł, jak uginają się pod nim nogi. Serce mocno biło, w ustach poczuł suchość. – Co wy robicie?! – krzyknął. – Tak nie wolno! Zostawcie ją! Nie możecie tak zrobić! Nie możecie! Na posesję powoli wtoczył się policyjny radiowóz. Błyskały lampy, ale bez syreny alarmowej. Albo mężczyzna ich po prostu nie słyszał. Szumiało mu w głowie. Cały świat wirował. Trudno mu było uporządkować myśli. Czuł się tak, jakby wpadł w jakąś szaloną pętlę i teraz pędził na spotkanie z twardą ziemią. – Zostawcie ją! Zostawcie! – krzyczał tylko, bo jedynie do tego był zdolny. Kobieta zniknęła we wnętrzu radiowozu, który wyjechał z posesji równie wolno, jak na nią wjechał, ale kiedy znalazł się na głównej drodze, ruszył z piskiem opon. Zniknął za najbliższym zakrętem. Mężczyzna powoli osunął się na ziemię. Usiadł w kucki. Oddychał głęboko. Nagle zrobiło mu się strasznie zimno. Zadrżał raz, drugi. W oczach zaczęły mu się zbierać łzy. Podniósł głowę i spojrzał prosto w twarz pilnującego go, zamaskowanego funkcjonariusza. – Co tu się stało? – zapytał cicho. Funkcjonariusz długo milczał. Tak długo, że mężczyzna był przekonany, iż nie doczeka się już odpowiedzi. – Pan nawet nie wie, jakie ma szczęście – odezwał się nagle policjant. Jego głos był zaskakująco miękki, łagodny, młody.

– Szczęście?

Funkcjonariusz kiwnął głową. – Że pana też nie zabiła.

                                                                                       (s.100-101)

Szukaj książki "Opowiem ci o zbrodni" w księgarniach Empik oraz Świat Książki